Jak promować muzykę w sieci?

fot. © Innovated Captures - bank zdjęć Fotolia.com

fot. © Innovated Captures - bank zdjęć Fotolia.com

Jaka jest szansa, że dopiero co startujący zespół złożony z anonimowych dla większości osób, dostanie od wielkiej wytwórni kontrakt i zapewnienie szeroko zakrojonej promocji? „Niewielka” – to i tak dużo powiedziane. Czy jednak taki kontrakt jest jeszcze potrzebny? Zwłaszcza w dobie tak dużych możliwości promocyjnych w internecie.

Serwis www i „społecznościówki”

Serwis internetowy i portale społecznościowe to w zasadzie konieczność, jeśli zespół chce dotrzeć do szerszego grona odbiorców. O ile można dyskutować obecnie z sensem wydawania dużych pieniędzy na stworzenie tej pierwszej, o tyle niedobrym pomysłem jest podejście do sprawy w sposób czysto amatorski (czytaj „wszystko za darmo”). Można zminimalizować koszty, ale z głową. Wygląd i funkcjonalność strony może mieć też przełożenie na odbiór zespołu. Nie samej muzyki, ale na pewno profesjonalnego podejścia, między innymi do fanów. Nie jest to czynnik „mierzalny”, ale i tak warto o niego zadbać.

Drugi istotny czynnik to media społecznościowe. Na obecną chwilę posiadanie profilu na Facebooku, to wręcz obowiązek, jeśli zespół chce dotrzeć do jak największego grona ludzi. Umiejętnie prowadzony (zwłaszcza w kwestii liczby wpisów czy informacji, które są zamieszczane) może stać skutecznym narzędziem zdobywania fanów. Rozwiązaniem jest też tzw. bandpage, dający możliwość udostępniania swojej muzyki.

źródło: strona zespołu Hurts

Serwis www zespołu Hurts / fot. informationhurts.com

Przykładem zespołu, który stara się wykorzystywać możliwości „społecznościówek” jest pochodzący z Manchsteru duet Hurts. Co ciekawe, zaczęli oni swoją karierę (2009 rok) od strony internetowej, której jedynym zadaniem było przekierowanie do konta MySpace. Obecnie na ich www, oprócz standardowych informacji o zespole, pojawiają się informacje z Instragramu i Twittera (ponad 111 tysięcy „followersów”). Zespół ma również prężnie działającego Facebooka.

Udostępniaj, sprzedawaj…

Solą promocji w internecie powinno być dotarcie ze swoją muzyką do jak największej liczby osób. Pomóc w tym, oprócz wspomnianego bandpage, mogą konkretne dedykowane serwisy. Mowa tutaj między innymi o soundcloud, bandcamp, czy revebnation. Każdy z nich ma swoje zalety i wady. Dobrze przed założeniem konta się w nich zorientować. Wybrać można też oczywiście kilka z nich. Nieodzowne w tym momencie jest również konto na YouTubie.

W 2009 roku właśnie w tym serwisie pojawiły się tajemnicze klipy wrzucone przez użytkownika o nazwie iamamiwhoami. Na opisanych liczbami filmach, można było obejrzeć m.in kobietę wymazaną błotem liżącą korę drzewa, ale także inne dość abstrakcyjne obrazy. Towarzyszyła im muzyka elektro. Dość szybko filmy stały się popularne wśród internautów (w pewien sposób zaczęły żyć własnym życiem), a krytycy spierali się czy nie jest to przypadkiem zapowiedź nowego albumu The Knfie czy Goldfrapp. W rzeczywistości okazało się, że za tajemniczym użytkownikiem stoi szwedzka wokalistka Jonna Lee, której pomaga pianista i kompozytor Claes Björklund.

źródło: printscreen soundcloud.com

fot. soundcloud.com

W ciągu ostatniej dekady ciężar sprzedaży muzyki z fizycznych nośników przeniósł się w cyfrowe formaty (mp3, flac itd.). O ile można oczywiście wydać swój materiał na winylu, kasecie (wcale nie tak rzadki ostatnio „proceder”) czy CD, to w przypadku młodych zespołów najlepiej postawić jednak na format cyfrowy. Po pierwsze, zdecydowanie zmniejsza to koszt wydania płyty. Po drugie, daje to zdecydowanie większe możliwości w kwestii promocji wśród dużej liczby ludzi.

W tym wypadku z pomocą przychodzą takie strony jak wspomniany Reverbnation, Soundcloud, ale także Dizzer, Spotify czy iTunes. Każdy z tych serwisów ma swoje zalety, ale i wady. Część z nich dotyczy kosztu, który musi zostać wygenerowany, jeśli zespół chce dzięki nim sprzedawać swoją muzykę. Wszystkie jednak te platformy warte są rozważenia.


Bądź na bieżąco!
Zapisz się na nasz bezpłatny newsletter.